Zakładki:
Czytelnia
Ludzie blogi piszą
Wyzwania czytelnicze
|
sobota, 31 lipca 2010
rewolucja czyli zostałam mamą:)
Tyle się działo, od ostatniego wpisu, ale najważniejsza wiadomość, to ta że zostałam mamą:) Choć czasem jeszcze trudno mi w to uwierzyć, jestem mamą siedmiomiesięcznej Olgi. Mała urodziła się 24 grudnia 2009 roku o 20.05 - wybrała sobie odpowiedni czas:) Cóż mogę powiedzieć, to były niezwykłe święta. Pod choinkę dostałam najwspanialszy prezent. Zakochałam się w niej od początku, a momentu kiedy lekarz położył ją na moim brzuchu nigdy nie zapomnę. Długo czekałam na jej przyjście, a teraz z trudem przypominam sobie chwile jak jej nie było. Pojawienie się dziecka, to prawdziwa rewolucja... często to słyszałam, a teraz doświadczam tego na własnej skórze. No i jestem bardzo szczęśliwa:)
czwartek, 16 października 2008
Biję się w pierś
Nie wiem dlaczego może brak mi systematyczności, odwagi... Zaniedbałam znowu okropnie bloga i często choć mam już w głowie nową notkę, nie trafia ona w finale w wirtualną przestrzeń. Sporo czasu ostatnio spędzam w pracy i kiedy w końcu mam wolny dzień, trudno mi się zmobilizować do spędzenia czasu przed komputerem. Dużo ciekawych lektur za mną - pewnie wszystkie już nie zostawią tutaj swojego śladu, ale kilka najważniejszych musi. Czy coś się zmieniło na plus u mnie? Jakieś drobne, malutkie życiowe sukcesy? Polubiłam siłownie - staram się raz w tygodniu ją odwiedzać. Zaplanowałam, że zaczynam naukę języka rosyjskiego, po bardzo długiej przerwie - kilkunastoletniej chyba - ale marzy mi się że czytam powieść rosyjską w oryginale. Może za jakiś czas tak będzie:) Staram się bardziej dbać o siebie, być dla siebie bardziej wyrozumiała, mnie się denerwować - choć nie zawsze mi się udaje, ale przynajmniej myślę o tym;)
czwartek, 07 sierpnia 2008
Lato
Mam za sobą prawie już cały urlop, a nadal tęsknię za letnimi wakacjami... Może to przez pogodę, która jest nieprzewidywalna i ostanio było trochę bardziej jesiennie niż letnio. Tęsknię za latem z mojego dzieciństwa, gdy czas płynął leniwie, dwa miesiące wakacji to był zaczarowany czas. Tamto lato kojarzy mi się z długimi dniami, smakiem truskawek i arbuza, no i ciepłym słońcem od którego płowiały mi włosy. Poczułam się trochę jak staruszka wspominająca dawne, lepsze czasy:) Tak jak w powieści Margaret Atwood "Ślepy zabójca". Jest tam taki framgment, który bardzo przemawia do mojej wyobraźni: "Lato przyszło na poważnie, sadowiąc się nad miastem jak zupa - krem. Malaryczna pogoda, kiedyś taka była; choleryczna pogoda. Drzewa, pod którymi chodzę, to wędrujące parsole, papier wilgotnieje pod mioimi palcami, słowa które piszę, warzą się na końcach jak szminka na starzejących się ustach. Wspinaczka po schodach sprawiła, że wyrósł mi wąs z potu".
sobota, 07 czerwca 2008
Podróż wyzwanie:)
Jutro wyruszam w dorgę. Wsiadam w autobus i czeka mnie długa podróz jakieś 20 godzin drogi. Jadę na tydzień do Danii, do miasta Aalborg. To dla mnie taka wyprawa-wyzwanie, bo jadę tam sama, wprawdzie jest to wyjazd służbowo-szkoleniowy, ale będę zdana tylko na siebie i na swoje umiejętności językowe, co mnie chyba przeraża najbardziej;) Będę odwiedzała bibliotekę zaprzyjaźnionej wyższej szkoły w mieście Aalborg, wyzjazd zapowiada się bardzo ciekawie. Cieszę się ogromnie, choć też trochę denerwuję, jak będzie i jak sobie poradzę. Miasto już mi się podoba i na pewno będzie co oglądać:) ![]() ![]() ![]()
piątek, 09 maja 2008
Kłopotliwe klucze, czyli o wpadkach życia codziennego
Muszę dziś po pracy dorobić cały zestaw kluczy, bo wczoraj straciłam swoje klucze do domu. Stało się to w windzie, bardzo pechowo i do końca nie rozumiem jak. Dojeżdżałam już na swoje 10 piętro i zaczęłam szukać kluczy w torbie (bo ja niestety mam zawsze z nimi problem, muszę je odkładać w jedno miejsce, bo potem szukam godzinami) wyciągnęłam je i jakimś trafem wyleciały mi z ręki. Śledziłam zdziwona ich lot, który zakończył się w szczelinie między drzwiami... jęknęłam w myślach "tylko nie to" i usłyszała jak moje klucze szybują w dół. I to by było na tyle. Czasem mam wrażenie że jakoś przyciągam do siebie takie sytuacje, kłopotliwe i niezręczne. Czy ktoś też tak ma?
sobota, 12 kwietnia 2008
Muzycznie
Za oknem mleczna mgła, a ja z kawą przy komputerze, nie muszę się dziś śpieszyć w końcu udało się mam wolną sobotę. To lubię:) W planach na dziś kawa z siostrą, a wieczrem kino i film Once. A chciałam zupełnie o czymś innym...Miało być o muzyce. ![]() Ostatnio wieczorami w naszym domu rozbrzmiewa męska muzyka klanu Waglewskich. Polecam. Świetnie się słucha i śpiewa - przetestowane przeze mnie i M. (ciekawe co na to nasi sąsiedzi, na razie wytrzymują). Płyta ładnie wydana - z książeczką, w której rozmowy z Wojciechem Waglewskim i jego synami Fiszem i Emade, oraz teskty piosenek. Ja najbardziej polubiłam tytułową Męską muzykę, Majty, Wakacje i Chromolę. Chyba tęsknię za taką niedzielą: Chromolę W niedzielę to nie widać mnie za wiele. Się nie golę - chromolę. Nie widać w ogóle. Do środka się tulę, Do siebie się tulę, Do wewnątrz się tule. Nie widać mnie wcale. Na zewnątrz się nie palę, Do świata się nie palę, Nie palę się wcale...chromolę. (sł. i muz. piosenki W. Waglewski) I choć to męska muzyka, to polecam też kobietom, bo jak śpiewa Wojciech Waglewski : "(..) bo muzyka ni więcej ni mniej Jest rodzaju żeńskiego i kobiety mnóstwo w niej".
wtorek, 01 kwietnia 2008
Snucie opowieści...
Judy Budnitz w swojej pierwszej powieści głos oddaje kobietom. Swoją historię snują Ilana, Sashie, Mary i Nomie. Bohaterki połączone są silnym związkiem - to kobiety z jednego rodu: prababka, matka, wnuczka i prawnuczka. Opowiadają o swoim życiu, o korzeniach, o pragnieniach. Oglądamy świat widziany oczami kobiet bardzo różnych od siebie, pragnących niezależności, a całe życie silnie związanych ze sobą. Najstarsza z rodu Ilana odchodzi z domu, bo pragnie poznać inne życie, chcę czegoś więcej niż mogła dostać żyjąc jak jej matka i rodzina zamknięta w świecie, który stanowiła mała wioska i otaczający ją las. I poznaje...dotyka ją wielkie nieszczęście i wielka miłość, ucieka daleko aż za ocean. Tam na świat przychodzą jej dzieci...Ucieczka Iliany do innego lepszego świata, nie do końca się jednak udaje, bo wszystko co przeżyła, czego doświadczyła zabiera ze sobą. Rodzinna historia snuta jest na cztery głosy, cztery spojrzenia na świat, na wspólną przeszłość. Oglądamy świat oczami: przerażonej młodej dziewczyny, dziecka, dorosłej wychowanej w lęku i poczuciu inności kobiety, staruszki. Opisywana przez nie rzeczywistość jest przesiąknięta emocjami. Kiedy Ilana ucieka z domu, czuje że jej matka stoi przed domem rozdarta cierpieniem, chciałaby zatrzymać córkę przy sobie. "Czułam, jak ciągnie mnie do siebie: niczym pająk, zarzuca swoją nić, czułam jej szarpanie u nasady karku. Nić napinała się coraz bardziej z każdym moim krokiem. Wiedziałam, że jeśli przystanę, oplecie mnie i pociągnie do tyłu, z powrotem do domu, ciągnąc gładko po śniegu jak zagubione sanki. Och, jak ona szarpała mnie za włosy. Cała głowa mnie bolała. Wiedziałam, że zakasuje rękawy, wyciąga ramiona, składa usta jak do pocałunku i ssie powietrze tak mocno, że całe ubranie furkocze mi za plecami. Zakrzywiała przy tym palce w ten sam czarodziejski sposób, za pomocą którego hipnotyzowała kurę, zanim ścięła jej łep" (s.39-40) Na okładce książki to spojrzenie zostaje określone jako "realizm magiczny". Dla mnie to sposób na oswojenie rzeczywistości - kiedy dzieją się rzeczy niezrozumiałe, które nie dają się okiełznać rozumowi, pomocna okazuje się wyobraźnia, która tłumaczy świat. Gdybym ci kiedyś powiedziała...to również opowieść o snuciu opowieści. Nasze życie jest częścią większej historii. Matka mówi córce ...Gdybym ci kiedyś opowiedziała...całą, moją prawdę o świecie, czy to ci pomoże, czy uwierzysz? Trzy nieszczęśliwe, samotne kobiety próbują ocalić tę najmłodszą, walczą o jej miłość, opowiadają jej swoją historię. Bardzo dobrze napisana opowieść .Wykreowany przez Budnitz świat porywa czytelnika, wciąga w rzeczywistość, w której emocje bohaterów ożywają, nabierają realnych kształtów, trochę tak jak we śnie, albo w baśni (w fabule jest dużo nawiązań do baśni np. o czerwonym kapturku). Po przeczytaniu tej historii przypomniała mi się powieść "Dom Agusty". Myślę, że można w książce Judy Budnitz doszukać się nawiązań do pisarstwa Majgull Axelsson.
środa, 26 marca 2008
Wiosennie i zimowo
Dziwna ta wiosna w tym roku. Rano jechałam do pracy autobusem i wystawiałam twarz do słońca, ciepło grzało przez szybę i tylko jak otworzyłam oczy to jakoś ośnieżony las nie bardzo mi pasował. W niedzielny świąteczny poranek, raczej czuć było zime - przez dobre 15 minut musiałam z M. odkrywać samchód spod grubej warstwy śniegu...To splątanie pór roku i pogodny jakoś nie działa na mnie dobrze. Przeczytałam już dwie książki z mojej listy i nie mogę się zabrać za napisanie recenzji... a może to święta tak na mnie wpłynęły rozleniwiająco. W końcu mogłam się wyspać, pobyć trochę z rodziną i z M., nie tak w biegu tylko na spokojnie... brakowało mi tego. Brakuje mi wolnych od pracy weekendów, zapomniałam już jak to dobrze jest mieć wolne dwa dni i nie spieszyć się, tylko samkować czas. Oby do wakcji;) I może niech ten śnieg już jednak zniknie tak na dobre.
czwartek, 13 marca 2008
Książki z 6 kontynentów
Trudny wybór, nie mogę się wciąż zdecydować jak powinna wyglądać moja lista lektur. Pewne decyzje w końcu zapadły a więc: Afryka J.M. Coetzee - "Hańba" (RPA) Azja Khaled Hosseini "Chłopiec z latawcem", (Afganistan) Yukio Mishima "Zimny płomień" (Japonia) Wei Hui Zhou "Poślubić Buddę" (Chiny) Ameryka Południowa Mario Vargas Llosa Szelmowstwa niegrzecznej dziewczynki (Peru) Ameryka Północna Margaret Atwood "Ślepy zabójca" Pozostają jeszcze dwa kontynenty: Australia i Europa...
piątek, 07 marca 2008
Łańcuszek z książką
Krąży po blogach taki oto łańcuszek, do którego jak też się przyłączam:
U mnie pod ręką w dalszym ciągu Pani Dalloway, a na stronie 123 możemy się przeczytać takie zadanie: "Welony sosu śmietankowego maskują tuńczyka; w kaserolach pływają obrane z kości kurczęta; kolorowy, dziwny ogień płonie na kominku". | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||